czwartek, 5 listopada 2015

mastif

To się nam nazbierało, wydarzeń pełno w życiu pieska, ale weny nie było u pańcia. Pierwsze to spotkanie z MASTIFEM, na szczęście przyszły olbrzym jest na etapie dzidzi (ma trzy miesiące) i nie chciał wcale zjeść Robina w ramach rannej rozrywki. Przepiękny maluch biały z łatkami kawy z mlekiem, jeszcze dzieciak, a już wzbudzający respekt tym wielkim uzbrojonym w ząbki jak u krokodyla, łebkiem. Osobiście bym się w życiu nie odważył na wychowanie takiego smoka 50 kg i takim temperamencie, ale podziwiać z daleka mogę. Robin już bardzo ładnie chodzi przy nodze, choć nadal przy innych psach troszku głuchy na komendy (około 50% słyszy). Na piwku w ryneczku popełniłem błąd. Zaprosiłem pieska na kolanka pewnego razu, gdy było chłodno i ciągnęło od kostki. I tak zostało. Jak mu tyłek zmarznie, lub się znudzi, to po prostu ujada.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz