poniedziałek, 16 listopada 2015
wąchacz
Pogoda typowo jesienna, siąpający deszcz, wiejący leniwie wiatr, ale na dość mocno, aby odbierać człowiekowi chęć do życia. Niestety na spacerek z pieskiem chodzimy 365 dni w roku bez względu na pogodę, ale jednocześnie plusem tego jest poprawa zdrowia psiarzy, bo sami "D" z domu by nie ruszyli. Jak wiemy ruch zastąpi lekarstwa, odwrotnie nigdy. W czasie dzisiejszego spacerku Robi nagle zaczął łapać górne wiatry, jednocześnie okrążając jeden z samochodów. Sądziłem, że jakaś kicia siedzi pod autem, a tu piesio wyczuł wilczura, grzecznie siedzącego w pustym aucie. Okno miał na 7 cm uchylone i stąd chyba zapach, bo słychać nic nie było. Dzisiejszy dzień spędziliśmy na krótszych, ale częstszych spacerkach. Zauważyłem poprawę w zachowaniu na spacerze deszczowym. Już nie unika, a jak się rozbawi to harce wyczynia po kałużach, a deszcz nie robi na nim wrażenia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Spacerki to samo zdrowie ......
OdpowiedzUsuńA ja pozdrawiam z sympatii--- u63
zwłaszcza w deszcz, śnieg i zawieruchę.
Usuń