No to się narobiło, piesio pozostawione na czas basenu opiekuna, około 2 h, zdążyło nie tylko zjeść parę gazet, ale również zdjęcie ślubne pańci. Ciekawe jak się pańcia zachowa jak zobaczy straty, jej ukochany małżonek został po prostu zjedzony, a ona sama zaginęła. Na spacerze złapał nas deszcz i Robi szalał, ale iść dalej musiał. Dojście do domu skwitował ciągłym machaniem ogona.
i aby dopełnić obrazu dodam, że stało się to w rocznicę Ślubu (o czym się sam dowiedziałem wieczorem zdziwiony- HAŃBA i wstyd)
OdpowiedzUsuń